Nie dać się sprowokować
16 sierpnia 2011Kiedy zaciekły przeciwnik znajduje się w obliczu klęski, stosuje on następującą taktykę. Nieuczciwy dyskutant zupełnie świadomie stara się wyprowadzić swego przeciwnika z równowagi, zdenerwować go, rozgniewać np. przez przesadną drobiazgowość w rozróżnianiu pojęć, udawanie, że się nie rozumie prostych w gruncie rzeczy wywodów, przez krzycząco niesprawiedliwe oceny wypowiedzi. Gdy gniew oślepi, wywody nie są należycie rozumiane. Człowiek doprowadzony do pasji ma bowiem osłabioną władzę sądzenia i raczej przeżywa własną słabość, niż uważnie słucha, co mówią inni. Wtedy przeciwnik, widząc, że jego ofiara jest już odpowiednio „spreparowana”, łatwo wobec innych osób może osiągnąć pozór zwycięstwa. Albo doprowadzony do ostateczności bierze się do rękoczynów i dyskusja zamienia się w bijatykę. Mówi się wówczas, że dyskutant został przez swego przeciwnika sprowokowany. Wtedy prowokator nie bije, ale nastawia się pod bicie, wołając z triumfem: „Widzicie, on nie ma żadnych rzeczowych argumentów, bo zaczyna mi wymyślać i pobił mnie”.