Nie dać się sprowokować

Kiedy zaciekły przeciwnik znajduje się w obliczu klęski, stosuje on następującą taktykę. Nieuczciwy dyskutant zupełnie świadomie stara się wyprowadzić swego przeciwnika z równowagi, zdenerwować go, rozgniewać np. przez prze­sadną drobiazgowość w rozróżnianiu pojęć, udawanie, że się nie rozumie prostych w gruncie rzeczy wywodów, przez krzycząco niesprawiedliwe oceny wypowiedzi. Gdy gniew oślepi, wywody nie są należycie rozumiane. Człowiek doprowadzony do pasji ma bowiem osłabioną władzę sądzenia i raczej przeżywa własną słabość, niż uważnie słucha, co mówią inni. Wtedy przeciwnik, widząc, że jego ofiara jest już odpowiednio „sprepa­rowana”, łatwo wobec innych osób może osiągnąć pozór zwycięstwa. Albo doprowadzony do ostateczności bierze się do rękoczynów i dyskusja zamienia się w bijatykę. Mówi się wówczas, że dyskutant został przez swego przeciwnika sprowokowany. Wtedy prowokator nie bije, ale nastawia się pod bicie, wołając z triumfem: „Widzicie, on nie ma żadnych rzeczowych argumentów, bo zaczyna mi wymyślać i pobił mnie”.